Zimowe kremy Cztery Pory Roku ♥

Tak wiem, że zima już dawno za nami (choć ja słyszałam, że ma być jeszcze na minusie hihi...) to ja ostatnio przy przeszukiwaniu zdjęć na karcie natrafiłam na zapomniane fotki z mojego wyjazdu do Gerlitzen! Pamiętacie na pewno zimową sesję lakieru Mirrorball od Orly - w tym samym miejscu zrobiłam zdjęcia cudownych kremów do rąk z firmy Cztery Pory Roku. Postanowiłam, że lepiej pokazać Wam to teraz niż przyszłej zimy zwłaszcza, że nadal można te kremy zdobyć bodajże w Naturze :)
Tak więc lepiej późno niż wcale!
Zapraszam Was na krótką recenzję tych małych, pięknie pachnących i poręcznych kremów!


W zimowej serii kremów pojawiły się dwa - regenerujący z żurawiną, miodem i mlekiem (ja miałam go w zestawie ze specjalnym scrubem do dłoni), oraz ekspresowe nawilżenie + ochrona.

Zacznę od opakowania ponieważ to jest coś co tak bardzo przykuło moją uwagę - oba kremy mają piękne wzory! Czerwony ma urocze małe śnieżynki rozrzucone po całej przedniej stronie. Ale to właśnie niebieski skradł moje serce, a to wszystko przez norweskie wzór i srebrno połyskujący dodatek ♥ Dobrze wiecie, że ja uwielbiam jeśli coś ma ciekawe opakowanie!
Edit: sprawdziłam na stronie producenta - czerwony również ma norweskie wzory jednak jeśli kupujemy go pojedynczo - w zestawie ze scrubem występuje w wersji ze śnieżynkami :)
Ale przejdźmy do właściwości kremów. Najpierw krótko o tym co producent (na stronie znajdziecie wiele przydatnych informacji o produktach!) pisze o tych specyfikach.

Zimowy krem do rąk regenerujący - zimą skóra rąk wymaga szczególnej pielęgnacji. Wiatr, mróz i  duże różnice temperatur nasilają utratę wody i uszkodzenie warstwy lipidowej naskórka, co wywołuje uczucie dyskomfortu i nadmierne przesuszenie. Natłuszczający krem do rąk o działaniu regenerująco-ochronnym, przeznaczony do codziennej pielęgnacji skóry dłoni w okresie zimy.
Nie zawiera parabenów. 
Zawiera: 
- 10% naturalnych olejów (masło Shea, olej sojowy, olej sezamowy) o właściwościach natłuszczających, regenerujących i pielęgnujących, 
- 4% ekstraktów z żurawiny, miodu i protein mlecznych.

Zimowy krem do rąk przywraca odpowiedni poziom nawilżenia nawet bardzo suchym dłoniom. Już po pierwszym zastosowaniu pozwala zredukować uczucie przesuszenia i ściągania. Jego skoncentrowana formuła oparta na naturalnych składnikach aktywnych łączy działanie masła Shea i olejów naturalnych, które zapewniają skuteczną ochronę przed wiatrem i mrozem. 
Naturalne składniki aktywne:
- bawełna norweska - nawilża i koi podrażnienia, likwidując uczucie napięcia skóry
- proteiny mleka - przywracają miękkość i poprawiają elastyczność skóry
- 5% oleju ze słodkich migdałów i oleju kokosowego - nawilża i wygładza oraz wzmacnia paznokcie
- 5% masła Shea - likwiduje szorstkość dłoni oraz skutecznie chroni je przed wiatrem i mrozem
- D-panthenol - intensywnie i długotrwale nawilża oraz łagodzi podrażnienia.
0% parabenów i silikonów.

Jeśli chodzi o moje odczucia, to mogę Was zapewnić, że porządnie wyrobiłam sobie zdanie o tych kremach - używałam ich całą zimę - jeździły ze mną wszędzie!
Oba kremy nie zawierają parabenów co myślę, że jest dużym plusem. Osobiście bardziej polubiłam wersję niebieską ze względu na jego właściwości - po prostu moje dłonie lepiej się po nim czuły, były bardziej nawilżone, krem szybciej się wchłaniał i dobrze 'zachowywał' na zimnie. Jakbym teraz pokazała Wam opakowania to na pewno wiedzielibyście, który krem towarzyszył mi częściej - jego opakowanie jest nieźle poturbowane! 

Jeśli chodzi o zapachy kremów to są kompletnie inne - czerwony to słodka, owocowa mieszanka, niebieski to natomiast świeży i orzeźwiający zapach, który na dłoniach zamienia się w kwiatowe nuty. Niejednokrotnie używając tego drugiego znajomi w najbliższym otoczeniu pytali co tak ładnie pachnie, a kiedy odpowiadałam, że krem to od razu chcieli spróbować - nawet moi koledzy! To chyba mówi samo za siebie ^^
Dodam jeszcze, że aby pokryć całe dłonie wcale nie potrzebujemy dużej ilości produktu, już mała 'kapka' bardzo dobrze rozprowadza się na skórze tworząc lekką, ochronną powłokę, która szybko się wchłania pozostawiając minimalne uczucie, że 'coś mamy' na dłoniach. Dzięki temu dwa opakowania kremów (każde po  75ml) spokojnie starczyły mi na całą zimę ciągłego jeżdżenia na desce i podróży w torebce na co dzień. W zimie zdecydowanie częściej używam kremów niż w innych porach roku. Uwierzcie mi, że ręce w rękawiczkach na mrozie wymagają bardzo dobrego nawilżenia i to właśnie jest coś co dały mi oba te kremy :)

Dajcie znać, który krem wydał się Wam lepszy. A może mieliście do czynienia z którymś z nich? Koniecznie napiszcie jak się u Was sprawdził :)

Całusy! ♥

9 comments:

  1. Aaaa idź z tą zimą, grrrrr! Przypomnij o tych kremach w grudniu :) :) :)

    ReplyDelete
  2. Tan żurawinowy używałam, działa i pięknie pachnie

    ReplyDelete
  3. Miałam w zeszłym sezonie ten krem regenerujący i całkiem dobrze go wspominam. W tym roku postawiłam na zimowy Floslek - bardzo fajny, chociaż dość ciężki kremik :)
    pozdrawiam, A

    ReplyDelete
  4. Bardzo fajne kremy, ale przyznam się że nie miałam nigdy nic z tej firmy...

    ReplyDelete
  5. Akurat tych dwóch nie miałam, ale używałam (też z tej wersji zimowej) rozgrzewającego z bawełną norweską i imbirem i bardzo miło go wspominam. Ślicznie pachniał i dobrze nawilżał :)

    ReplyDelete
  6. Ten z żurawiną i miodem towarzyszył i mnie tej zimy:) Bardzo się polubiliśmy, a zapach jest mega:D
    Piekne zdjęcia:)

    ReplyDelete
  7. Świetne kremiki, w zimie się zdecydowanie przydadzą :)

    ReplyDelete
  8. Miałam zeszłej zimy ten żurawinowy i bardzo lubiłam, super działanie i fajny zapach :)

    ReplyDelete
  9. Ja to uwielbiam kremy do rąk, które są ciekawe. Postaram się je jeszcze gdzieś znaleźć :-)

    ReplyDelete

Dziękuję za Twój komentarz.
Do zobaczenia w kolejnym poście! ♥