Mazidłowy czwartek - jajeczka Oriflame ♥

Czwartek, czwartek, czwartek ^^ Dzisiaj będzie o czymś co jest pewnie wielu z Was dobrze znane, bo istnieje na polskim rynku od dawien dawna, kiedy to B. była jeszcze słodkich szkrabem z malutkimi pazurkami. 
To jajeczka Oriflame! Mazidła, które u mnie w domu były odkąd pamiętam. Oczywiście na początku było to jedno klasyczne jajeczko - to różowe, miodowe. Dopiero kilka lat temu firma Oriflame zaczęła wprowadzać inne zapachy jajeczek do swojej oferty. 
Rok temu zostałam konsultantką Oriflame i pierwsze co zrobiłam to zaopatrzyłam się w tak dobrze mi znane jajeczko. Co jakiś czas dokupywałam kolejny zapach. I kiedy już udawało mi się skolekcjonować wszystkie to wychodził nowy! Teraz w swojej kolekcji posiadam wszystkie siedem jajeczek.
Haha i o ironio w obecnym katalogu pojawił się nowy zapach - czarna porzeczka!!! - będzie mój już niedługo ♥

Nie wiem czy zauważyliście, ale nie powiedziałam ani słowa o tym, że są to mazidła do ust! Tzn. są, oczywiście, że są! Ale ja używam ich głównie w innym, zupełnie odmiennym cel. Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam na zapoznanie się z moimi mazidłowymi jajeczkami.

Rodzaj - balsam.
Opakowanie - słodkie, przeurocze jajeczko. Od lat (kilkunastu-dzieisięciu!) takie samo, totalnie niezmienione, oryginalne i wyjątkowe. Każdy zapach ma swój określony kolor opakowania. Jajeczka mają złote obramowania a do tego na zakręcanym wieczku widnieje logo Oriflame.
Nakładanie - balsam ma mazistą konsystencję bardziej przypominającą maść. Nakładanie jest utrudnione ze względu na charakterystyczne opakowanie. Musimy albo użyć jakiegoś patyczka lub 'drugiej strony' paznokcia, aby wydobyć specyfik z jajeczka. Zanim wpadłam na patent z patyczkiem to bardzo mnie wkurzało nakładanie balsamu, ale teraz nie mam z tym żadnych problemów.
Trwałość - balsam długo utrzymuje się na ustach, dobrze je nawilża, ale również pozostawia cienką warstwę, nie klejącą, ale błyszczącą powłokę (nie tak jak błyszczyk, ale jak maść).
Uwagi/inne - jedyne do czego mogłabym mieć zastrzeżenia to utrudnione wydobywanie specyfiku z jajeczka. 
***
Oprócz tego, że mazidło zdarza mi się użyć do ust to przede wszystkim używam go do SKÓREK! Tak, do skórek wokół paznokci! Jest to idealny specyfik, który w odróżnieniu od oliwki, świetnie nawilża nam skórki, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustych plam. Z reguły po pomalowaniu paznokci nakładam ten balsam na skórki, a potem krem na dłonie. Pomyślicie sobie, że to poroniony pomysł, ale nauczyła mnie tego Mama jeszcze w dzieciństwie. Na każde 'ała' i 'bubu' na paluszku, albo zadarte skórki Mamusia nakładała odrobinę jajeczkowego balsamu. Istny geniusz! Zostało nam to do teraz :)
Z ciekawostek - w katalogu zawsze jest napisane, że jest to balsam uniwersalny do ust, łokci, kolan, pięt. A nikt nigdy nie wpadł na to, żeby smarować nimi skórki wokół paznokci ^^
***

A teraz chcę Wam przedstawić poszczególne zapachy!

Smak - jajeczka są bezsmakowe, raczej nie nadają się do zlizywania z ust, bo natrafimy na mazisty posmak chemii ^^
Kolor - prawie biały, lekko kremowy, półprzeźroczysty. Na ustach bezbarwny. Różnice w kolorach mazidła wynikają, z tego, że jajeczka mają różne kolory i inaczej odbija się w nich światło, a tym samym wychodzi inny kolor balsamu.

Zapach - naturalny, lekko miodowy, powiedziałabym, że ledwo wyczuwalny.

Zapach - pachnie jak budyń waniliowy, albo nadzienie z wafelków ♥ Coś pięknego - jeśli lubicie nuty intensywnej wanilii to jest to jajeczko dla Was :)

Zapach - totalnie obłędny! Jeden z trzech najbardziej intensywnych jajeczek. Oczywiście do zapachu prawdziwej czekolady jeszcze mu trochę daleko, ale jest bardzo zbliżony. Na myśl przychodzi od razu gorąca czekolada na stoku ♥

Zapach - mega przyjemny, mnie przypomina mieszankę mydła i delikatnego kremu do twarzy. A to wszystko otoczone lekko migdałowo-marcepanowym smaczkiem.

Zapach - najsłodszy zapach w całej jajeczkowej kolekcji. Jest bardzo intensywny, dla niektórych może być zbyt mocny lub przesłodzony. Osobiście go uwielbiam, ale nie polecam maziać nim ust przed snem, bo nie można zasnąć z tej słodyczy ^^

Zapach - kiedy zobaczyłam to jajeczko to pomyślałam, że chyba oszaleję! Karmel - substancja, która mogłaby płynąć w moich żyłach ♥ Jajeczko pachnie dokładnie tak jak polewa toffi, którą dodają do lodów - wypis wymaluj ten sam zapach!

Zapach - kolejne jajeczko, na którego widok myślałam, że nie usiedzę w miejscu. Niestety tutaj się lekko zawiodłam, bo zapach jest ledwo wyczuwalny. Dopiero na ustach możemy po chwili poczuć leciutką nutę kokosu.

Ogólne wrażenie - kocham wszystkie jajeczka i każde z osobna! Naprawdę świetnie sprawują się zarówno jako mazidła do ust jak i mazidła do skórek wokół paznokci. Jeśli chodzi o ich wydajność, to ja używając ich naprawdę często nie jestem w stanie zużyć nawet jednego opakowania. Z dzieciństwa pamiętam, że takie jajeczko starczało nam na dobre kilka lat. A to wszystko dlatego, że wystarczy mała ilośc kremiku, aby już spełniał swoje zadanie. Jak najbardziej polecam wszystkim miłośnikom doskonałego nawilżenia oraz wyjątkowego i różnorodnego zapachu. A do tego balsamy świetnie wyglądają w formie tych jajeczek :)

Kochani, mam nadzieję, że Was nie zanudziłam tym wywodem i że kogoś przekonałam do tych cacuszek :)
Buziaki!


30 comments:

  1. Ja kiedyś miałam to miodowe jajeczko. Było to baardzo dawno temu. Niechętnie po nie sięgałam ze względu na ten trud wydobywania produktu :) Nie pomyślałam, aby używać go do skórek. Zresztą wtedy jeszcze lakierowa mania nie była obecna :) Z chęcią bym wypróbowała tej nowości o smkau czarnej porzeczki :)

    ReplyDelete
  2. Pamiętam te pierwsze, jasnoróżowe :)
    Niestety na tym moja przygoda się zakończyła, ale czas narobić zaległości.
    Karmel i wanilia pójdą na pierwszy ogień :)

    ReplyDelete
  3. Te jajeczka są ok, aczkolwiek niestety dość niepraktyczne w użyciu ;P.

    ReplyDelete
  4. Do ust a fuj i fe! Miałam jedno i szybko się pozbyłam. Ale patentem ze skórkami mnie zainteresowałaś muszę przyznać :) Może dam mu jeszcze jedną szansę..

    ReplyDelete
  5. Fajny pomysł ze smarowaniem skórek :D Kiedyś muszę spróbować :)

    ReplyDelete
  6. pamietam te rozowe, sama kiedys mialam szkoda ze trudno je wydostac

    ReplyDelete
  7. miałam karmelowe i bardzo je lubiłam :) szkoda tylko że opakowanie jest takie niepraktyczne..

    ReplyDelete
  8. Odkąd mi powiedziałaś o smarowaniu nim skórek przepadłam :D wiśniowe jest numerem 1, ale od wczoraj mam to nowe i też pachnie obłędnie :D także na pewno Ci się spodoba :D A i potwierdzam , że to najlepszy sposób na skórki ;) wydobywa się może słabo z tego opakowania, ale ja to zawsze robię wierzchnią stroną paznokcia i wtedy nic pod paznokcien nie zostaje :D ten sposób używam go z radością :D
    Dziękuję, że mi o nich powiedziałaś <3

    ReplyDelete
  9. Mam wiśnię i migdał i w sumie usta pomazałam nimi ze 3 razy. Za to skórki przed spaniem maziam nimi o wiele częściej ;)

    ReplyDelete
  10. Ja również często kupowałam ten balsam (w każdej wersji :D) kiedy byłam konsultantką :D Później podzieliłam się częścią z mamą i koleżankami, więc aktualnie został mi chyba tylko czekoladowy :) Muszę wypróbować go do skórek, bo to świetny pomysł! Ja smarowałam nim też kiedyś suche placki na skórze (który mi się zdażały, zanim trafiłam na odpowiednią pielęgnację :P) i też pomagał :D

    Ten nowy też bym chętnie przygarnęła :D

    ReplyDelete
  11. Też używam do skórek (i do noska jak mam katar) bo jak posmaruje usta to mnie od radu mdli i potem mnie tylko brzuch boli. I właśnie wisienkę lubię najbardziej, więc może i na porzeczkę się skuszę :)

    ReplyDelete
  12. Też uwielbiam oriflame'owe miodki, cudowne są :). Ale nie cierpię wiśniowego, poza nim użytkuję wszystkie.

    ReplyDelete
  13. Nigdy nie miałam tego jajeczka, ale zaciekawiło mnie to karmelowe i czarna porzeczka :D Podobny balsam w słoiczku mam z Avonu, balsam z woskiem pszczelim i też używam go czasem do skórek, nadaje się też na suche łokcie itp.
    Aktualnie mam karmelowe masełko Nivea i je uwielbiam, ale to używam tylko do ust :)

    ReplyDelete
  14. Posiadam wiśniowy i kocham jego zapach, a przede wszystkim świetnie nawilża :)

    ReplyDelete
  15. ja mam miodowe i jestem jego absolutną fanką! mój ulubieniec <3

    ReplyDelete
  16. Kocham je! Mam wszytskie tak samo jak ty, a jak jakis nowy wariant pojawia się w katalogu to szajba mi odbija, dosłownie :D mój faworyt to chyba migdałowe, i też mam to od dzieciństwa zawsze mam ratowała mnie jajeczkiem!

    ReplyDelete
  17. A ja nie potrafię używać takich rzeczy, musiałabym wydostawać zawartość paznokciem.. :P

    ReplyDelete
  18. Pamiętam że i ja je miałam w dzieciństwie. Wiśniowe bardzo chętnie bym chciała. Skórki upaćkuję wazeliną z Ziaji :)

    ReplyDelete
  19. Ja nie miałam ani jednego. Kosmetyki Oriflame jakoś nigdy mnie nie fascynowały...

    ReplyDelete
  20. Nie cierpię takich opakowań ;/

    ReplyDelete
  21. Jakie przecudne smaki :) Tylko uważam, że używanie ich do ust jest niehigieniczne.

    ReplyDelete
  22. Kiedyś używałam klasycznego ( w LO), teraz wolę inne produkty. Oliwka nie pozostawia tłustych śladów jak wytrzesz jej nadmiar wacikiem :)

    ReplyDelete
  23. Na razie nie przekonuja mnie bo jakos mam dosc gadzetow kosmetycznych poki co :P

    ReplyDelete
  24. Kiedyś miałam karmelowy ale zapach nie powalił mnie na kolana. Jeżeli chodzi o te 'balsamy uniwersalne' to u mnie pod tym względem wygrywa Avon. To akurat jedyna rzecz, którą lubię z Avonu ;P

    ReplyDelete
  25. spora kolekcja ja kupiłam wiśniowe,zapach cudowny. Niestety mam wrażenie że nie nawilża mi ust tak jak sie spodziewałam już wole Nivea lip butter . Ale do skórek chętnie spróbuje :)

    ReplyDelete
  26. Trochę czasu minęło od tego wpisu a miodziki nadal są hitem w oriflame. Warto upolować zestaw w ładnym pudełeczku. Ja osobiście używam od lat czekoladowego i bardzo sobie chwalę. Pozdrawiam, Aga z Ladies Club

    ReplyDelete

Dziękuję za Twój komentarz.
Do zobaczenia w kolejnym poście! ♥