Kurs zdobnictwa paznokci - relacja!

Część z Was wie, że jakiś czas temu byłam na kursie zdobnictwa paznokci. Relacja ukazuję się dopiero teraz z kilku powodów. Raz, że cały czas było co innego do pisania. Dwa, że wciąż liczyłam na to, że mój dyplom ukończenia kursu przyjdzie na czas, żeby się Wam nim pochwalić (ale ofc nie przyszedł i jak to bywa z moim szczęściem list pewnie zaginął na poczcie albo UFO go zjadło - choć prawdopodobnie babka nadal tego nie wysłała - w każdym razie nie mam ani dyplomu ani tipsów do ćwiczeń, które zamówiłam na kursie...). Trzy, że na początku, świeżo po kursie, nie do końca wiedziałam co o nim myślę. Ale o tym za chwilę...

Na początek, oto jak trafiłam na kurs. Mianowicie moja koleżanka bardzo często przegląda oferty na Gruponie i Gruperze. Na tym drugim trafiła na ofertę kursu zdobnictwa paznokci (149zł zamiast 400zł - wow) w salonie w Katowicach. Stwierdziłam, że czemu nie zwłaszcza, że opis bardzo zachęcał. Same zobaczcie:
"Jednodniowe szkolenie obejmuje następujące zagadnienia: produkty do zdobienia, zasady prawidłowego zdobienia paznokci, techniki zdobienia artystycznego i permanentnego, sposoby tuszowania niedoskonałości płytki paznokciowej za pomocą odpowiedniego zdobienia.
Czym można ozdobić paznokcie? Wszystkim! W czasie zajęć poznasz techniki zdobienia z użyciem: cyrkonii, kalkomanii, trójwymiaru, cekinów, hologramów, ozdób wodnych, morskich kruszonów, brokatów, folii i pasków zdobniczych, metali, suszonych liści, siatek, koronek i sizali. Poznasz też techniki żelowania: french, cieniowanie i zdobienie przestrzenne.
Dowiesz się jak łączyć barwy i tworzyć obrazy na paznokciach, z uwzględnieniem szczegółowych elementów, jednym ruchem pędzla. Nauczysz się malować kwiaty róży i hibiskusa, listki i ornamenty."

Niestety jak to zawsze bywa, nie do końca tak kurs wyglądał. Ale po kolei.
Kurs odbywał się w Katowicach, nie w centrum, na obrzeżach (z dojazdem akurat nie miałam problemu - mama mnie zawiozła - ale normalnie byłoby to kłopotliwe). Szkolenie zaczynało się o 9:00 - na miejscu byłam dużo wcześniej (kurs łącznie trwał 8h). Studio Urody Vellp prezentuje się całkiem ładnie, gdy weszłam do środka zauważyłam jeden długi stolik z 6 miejscami do siedzenia (kurs reklamowany w grupach 6-10 osób), a obok normalnie wyglądające pomieszczenie jak w każdym salonie kosmetycznym. Na kursie pojawiły się 4 osoby (3 + ja).

Zaczęło się całkiem nieźle, trochę pogaduszek, trochę teorii. Długo oglądałyśmy próbniki ze wzorami stworzonymi przez Panią Ewę. Po jakiejś godzinie czy półtorej zaczęłyśmy pracować na tipsach. Pierwsze co rzuciło mi się jako minus, sposób trzymania tipsów, każda z nas dostała kilka 'gołych paznokci' bez żadnego patyczka za który można by chwycić. Wg mnie jest to bardzo niewygodne, nie jesteśmy w stanie pomalować całego tipsa (podobno ma to nas przyzwyczajać do trzymania paznokcia klientki, ale osobiście uważam, że przecież klientka ma również palec ^^).



Następnie zaczęłyśmy przerabiać wszystkie techniki zdobnicze. Zaczęłyśmy od lakierów. Po pierwsze - wiele z lakierów było ciągnących się, zaschniętych, na wykończeniu, na dodatek był mały wybór kolorów. Pomalowałyśmy kilka tipsów na różne kolory, również robiłyśmy niekonwencjonalne frenche. Następnie miałyśmy do dyspozycji wszelkie naklejki, taśmę ozdobną (jejku, jak to jest ciężko dostać!!!), oraz płytki Konada. I tutaj ciekawa rzecz - wzorki z płytek wychodziły mi dużo lepiej niż samej Pani Ewie. Hm, chyba kwestia treningu :P



Później przeszłyśmy do zabawy z 'wyciąganymi' kwiatkami. Technika dosyć kłopotliwa, ponieważ wymaga szybkości (wszystko robimy na mokrym lakierze). To mi nie bardzo szło... Trochę lepiej poradziłam sobie z 'pajęczynkami'.



Przyszedł również czas na żele. Uwierzcie, miałam żel pierwszy raz w życiu w rękach... I powiem Wam, że nadal nie wiem jak się robi żele. Przez tę technikę bardzo szybko przeszłyśmy i głównie opierała się na robieniu kwiatków 'wyciąganych' i cieniowania w żelu. Dla osoby, która pierwszy raz w życiu pracuje z żelem jest to dosyć kłopotliwe jeśli nie zna się nawet podstaw. Ja do tej pory nie wiem co i jak, bo nikt tego mi nie powiedział na kursie. Tutaj kolejny minus 'gołych paznokci' - jak je wkładać do lampy, żeby się nie odwróciły na pomalowaną stronę? Ano właśnie...


Następnie przeszłyśmy do akrylu. Tutaj nastąpiło moje załamanie po porażce z żelem, ale o dziwo akryl jako tako się mnie słuchał. Nad cieniowaniem akrylem nadal muszę popracować, ale za to kwiatki i listki z akrylu wychodziły mi już całkiem nieźle. Jedna rzecz, której wręcz nienawidzę w akrylu - to przeraźliwy smród liquidu. No kosmos jakiś...



Na koniec zajęłyśmy się farbkami - tutaj stwierdziłam, że to właśnie jest moja dziedzina. Farb sprytnie tuszują wszelkie niedoskonałości innych technik i nadają wzorowi niepowtarzalny wygląd. Chyba moja ulubiona technika :) Na powyższych zdjęciach możecie zauważyć już wykończone farbką zdobienia.

I... to by było na tyle. Pytacie: juz?! Ano już. Tyle obiecywali technik w opisie, a nawet połowy z tego nie zrobiłyśmy. Wiecie jak wyglądała technika zdobienia z użyciem suszonych liści? 'Tutaj macie zatopionego listka w żelu'. (Bitch, please.)


Chyba już wiecie dlaczego nie bardzo byłam w stanie określić czy mi się kurs podobał czy nie... Z jednej strony czegoś jednak się nauczyłam. Z drugiej strony, chyba jednak za wiele oczekiwałam po kursie. Jakie z tego wnioski? Sama nie wiem, ale wiem jedno, że na kurs zdobienia paznokci długo nie pójdę :P Wiele rzeczy mogę się sama nauczyć w domu, a przecież i tak nie będę robić sobie żeli. Jedyne na co się zdecydowałam to komplet akryli, liquid, tipsy, próbniki, farbki, pędzle. Nie zamierzam jednak malować akrylem na własnych paznokciach, bo ścieranie pilnikiem ozdób bardzo niszy płytkę.


Pozostawiam Was z moją relacją z kursu. Osobiście nadal nie wiem co o nim sądzić. Chyba jednak jestem pól zadowolona i pół zawiedziona - o ile tak się da ;)

xoxo

10 comments:

  1. no tyle to mogłaś się w domu nauczyć z YouTuba ...
    ale wzorki śliczne :)

    byłaś, zobaczyłaś... tyle Twojego ;)

    ReplyDelete
  2. Może nie dostałaś tego czego oczekiwałaś, ale i tak zawsze zdobyłaś nowe doświadczenie :) więc chyba nie ma co żałować!
    Wiadomo, że w ciągu jednego dnia nie da się wszystkiego dobrze przerobić, ale byłaś, zobaczyłaś i fajnie spędziłaś czas :)

    ReplyDelete
  3. Mimo niedociągnięć ja bym chętnie na taki kurs zdobienia się wybrała :)

    ReplyDelete
  4. Ech ten śmierdzący liquid. Też go nie znosiłam. Ja byłam na kursie kosmetycznym (tam też miałyśmy zajęcia z tworzenia tipsów), tylko ja za niego nie płaciłam. To mi za niego płacili :-)!

    ReplyDelete
  5. wzorki wyszły ci przepiękne, ale rzeczywiście organizacja całego tego szkolenia/kursu dość kiepska :(
    Ja kiedyś byłam na kursie z farbek akrylowych i jestem bardzo zadowolona- chociaż ameryki tam niestety nie odkryłam :)

    ReplyDelete
  6. Piekne zdobienia wykonalas, ja do konca podobnie jak Ty nie bylabym chyba zadowolona... jednak po tym co pisalo, wydawal sie byc lepszy...

    ReplyDelete
  7. O matko! Moim zdanie to zdecydowanie nie kurs;(

    ReplyDelete
  8. Jestem w stanie są założyć, że ten kurs tak wyglądał, bo był na gruponie. Niestety często jest tak, że klientów z gruponu traktuje się nieprofesjonalnie i po macoszemu. Mojej mamie zrobili mikrodermabrazję w lipcu(!!!), w dodatku mama mówi, że kobieta robiła wszystko na odwal się. Niestety, w Polsce nadal nie szanuje się klienta, zwłaszcza, jak płaci mniej niż zwykle.

    ReplyDelete
  9. Heya i am for the primary time here. I found this board and I
    in finding It really helpful & it helped me out much.
    I am hoping to present something again and help others such as
    you aided me.

    my site www.surfnowworklater.com

    ReplyDelete
  10. W sumie to... weź mi coś takiego zmaluj kiedyś :D Szczególnie ten 1 rząd <3

    ReplyDelete

Dziękuję za Twój komentarz.
Do zobaczenia w kolejnym poście! ♥