Cześć!

W poprzednim poście pokazywałam Wam prosty, różowo-fioletowy gradient. Bardzo przypadł Wam do gustu, ale słusznie zwróciłyście uwagę, że przydałby mi się jakiś wzorek... Tak się składa, że od początku robiłam ten gradient z zamiarem wystemplowania na nim słodkich, pastelowo różowych flamingów ♥


Z racji tego, że wzór jest dosyć gęsto wypełniony różowymi stworkami to ozdobiłam nim tylko trzy paznokci - dwa środkowe i kciuk. To ostatnio moje ulubione zestawienie :)


Zastanawiałam się czy mam coś we flamingi... Są ostatnio tak bardzo modne jak kaktusy i ananasy, ale o dziwo niczego nie mogłam znaleźć - chyba powinnam wybrać się na zakupy ^^ Przypomniałam sobie jednak o tym, że kiedyś bardzo dawno temu (bo chyba z 12 lat temu!) byłam z rodzicami na Teneryfie i w jednym z ogrodów zoologicznych kupiłam sobie małego, różowego flaminga...


Różowy to on już jest tylko na nogach, bo po powrocie z Teneryfy długi czas jeszcze towarzyszył mi wisząc przy moim szkolnym plecaku i trochę mu się wyblakło... Tak więc - przedstawiam Wam Stefana - wypłowiałego flaminga ^^


Flaming jest uroczy i dzielnie pozował do zdjęć mimo przetartych piórek i wypłowiałego koloru. Swoim odcieniem idealnie wpasował się w kolor lakieru do stempli (BLP26 - B. a Sweetheart ♥


A jak już przy stemplach jesteśmy... Pewnie jak widzicie po tytule postu, wzór z flamingami pochodzi z najnowszej płytki B.11 summer paradise ♥ Tak się składa, że właśnie dzisiaj ma ona swoją premierę, a wszystkie wzory, które się na niej znajdują możecie obejrzeć >>tutaj<<! Ktoś może powiedzieć, że heloł lato chyli się ku końcowi, ale jak mówi stare przysłowie 'lepiej późno niż wcale'! Mimo wszystko mam ogromną nadzieję, że cała płytka spodoba się Wam co najmniej tak bardzo jak moje dzisiejsze urocze flamingi ♥


Na płytce znajdziecie mnóstwo wakacyjnych, letnich i tropikalno-morskich wzorów, które na pewno nadadzą się do używania nie tylko w okresie wysokich upałów :) Ja mam już kilka ciekawych pomysłów, a Wy?


Na koniec ostatnie zdjęcie uroczych flamingów na różowo-fioletowym gradiencie ♥ Dajcie znać czy właśnie tak wyobrażałyście sobie zdobienie na tych kolorach, czy użyłybyście jakiegoś innego wzoru? Jestem również bardzo ciekawa jak podoba się Wam nowa płytka ♥ Piszcie w komentarzach ♥

Ściskam Was cieplutko! ♥

Hej!

Dobrze wiecie, że szaleństwo na paznokciach to coś co uwielbiam ^^ Tym razem postanowiłam trochę się stonować i zrobić coś prostego, ale ładnego. Odkąd używam płynnego lateksu do ochrony skórek bardzo polubiłam zabawę gradientem. Nagle wydał mi się on bardzo prosty, przyjemny i nieinwazyjny w porównaniu z tym co było kiedyś.


Tak więc dziś pokaże Wam naprawdę proste, ale w moim odczuciu naprawdę śliczne połączenie dwóch lakierów od Golden Rose z serii Ice Chic w klasycznym różowo-fioletowym gradiencie ♥


Na początku poopowiadam Wam o samych lakierach od Golden Rose z serii Ice Chic. Lakiery mają 10,5ml i kosztują w cenie standardowej 6,90zł czyli jak na taką jakość jaką zaraz zobaczycie myślę, że to bardzo fajna kwota ♥



Pierwszy z nich to Ice Chic o numerze 126 czyli piękny róż. Nie jest to ani typowa fuksja czy neon, a głęboki, róż wpadający tonami w fiolet. Dawno nie nosiłam takiego koloru i naprawdę dobrze się w nim czuję mimo, że nie jest żarówiasty ^^ Lakier nakłada się bardzo dobrze i sprawnie dzięki świetnej pigmentacji i pędzelkowi, który jak dla moich paznokci ma idealną szerokość. Bardzo szybko wysychał i krył idealnie już po dwóch cieniutkich warstwach. Postanowiłam użyć go jako bazy do tego ślicznego gradientu ♥



Drugi z wybranych przeze mnie lakierów do tego zestawienia to Ice Chic 96 czyli cudny fiolet z ledwo dostrzegalnym, złoto-różowym shimmerem. O wykończeniu dowiedziałam się dopiero podczas malowania nim, bo w buteleczce jest praktycznie niewidoczny. Tutaj z kryciem było nieco gorzej niż w przypadku różowego koloru, ale na bazie do gradientu wyszedł naprawdę ciekawie. Shimmer delikatnie połyskuje nie skradając uroku samemu kolorowi. Lakier podczas tworzenia gradientu wymagał kilku porządnych warstw, ale efekt jest naprawdę świetny ♥ Tak jak i poprzednik lakier bardzo szybko wysychał.


A teraz zapraszam Was na kilka zdjęć mojego gradientu ♥ Samo zdobienie wykonywałam zwykłą gąbeczką do makijażu - to dla mnie zdecydowanie najlepsze narzędzie do tego. W połączeniu z płynnym lateksem był to bardzo szybki, prosty, a przede wszystkim przyjemny gradient ♥ Zobaczcie sami!




I jak podoba się Wam ten prosty, różowo-fioletowy gradient? Czy Wy często sięgacie po gąbeczki i tworzycie kolorowe przejścia na paznokciach? Jaki jest Wasz ulubiony sposób na ochronę skórek przed gradientowym bałaganem? I ostatnie pytanie... Próbowałyście lakierów z serii Ice Chic od Golden Rose? Ja obecnie mam ich trochę i na pewno to nie ostatni post z ich udziałem ♥ Z tych dwóch gagatków jestem bardzo zadowolona - ciekawa jestem jak sprawdzi się reszta ♥

Buziaki! ♥
Cześć!

Och zapomniałam jak bardzo swatchowanie glitterowych lakierów jest ekscytujące! ♥ Czy Wy też macie ten dreszczyk kiedy na makro uda się Wam idealnie uchwycić drobinki w brokatowym lakierze? Ja aż dostaję ciarek ^^ Uwielbiam się pastwić nad makro zdjęciami takich cudów, a kto inny jest królową w najbardziej odjechanych glitterach jak nie Lynnderella! Dawno nie malowałam tymi lakierami i muszę do tego wrócić. Zmotywowały mnie do tego zdjęcia, które zrobiłam już dawno, ale dopiero teraz doczekały się swojej publikacji.


Zapraszam Was na swatche i krótką recenzję lakieru Lynnderella o wdzięcznej nazwie Chel Sea of Love


Lakiery Lynnderella mają to do siebie, że są chyba najbardziej szalonymi, zwariowanymi i napakowanymi glitterami jakie spotkałam. Połączenia kolorów i drobinek wydają się być na pierwszy rzut oka przypadkowe, ale ja wierzę, że jest w tym czysta kreatywność i pasja do glitteru ♥


Chel Sea of Love to przepięknie kryjący, niebieski glitter. W morskiej bazie zatopione jest mnóstwo drobnego brokatu, który świetnie komponuje się z mieniącymi się na zielono hexami i wielokształtnymi kawałeczkami ♥ Całość kojarzy mi się z takim błyszczącym się w słońcu morzem - cudo!
Jeśli chodzi o techniczne sprawy, to lakier dobrze się rozprowadza, nie zbiera się nieładnie na pędzelku. Oczywiście jak to z glitterami bywa raczej polecam używać bazy peel off jeśli nie chcecie stracić życia podczas zmywania go. Na pewno komponowałby się z jakimś morskim stemplem lub ręcznie malowanym wzorem, aczkolwiek solo też robi robotę ♥

Zobaczcie zresztą same!




Większość lakierów firmy Lynnderella pochodzi z limitowanych kolekcji dlatego są tak bardzo wyjątkowe i unikatowe. Dodatkowo są ręcznie robione :) Te, które obecnie są dostępne w sprzedaży możecie znaleźć tutaj: http://lynnderella.storenvy.com/ Cenowo wahają się od 18$ do nawet 40$ za te najbardziej wypasione i serio jest ich wtedy dosłownie kilka sztuk!


Jeszcze jedno o czym zapomniałam powiedzieć... lakiery te mają przeurocze etykietki, które z tego co wiem są ręcznie pisane (a potem tylko powielane, albo z racji limitowanych edycji serio każda jest ręcznie pisana!) przez właścicielkę czyli Lynn ♥ Czyż to nie urocze? ♥


I jak podoba się Wam ten glitter? ♥ Nie wiem czemu, ale lakiery Lynnderella darzę niesamowitym sentymentem. Pamiętam, że zakochałam się w nich jeszcze długo przed tym jak zaczęłam pisać bloga... może dlatego ^^ Dajcie znać czy miałyście okazję ich używać i czy lubicie takie przeładowane drobinkami lakiery ♥

Glitterowe całuski!

Cześć,

Dziś mam dla Was post, który nie często pojawia się u mnie na blogu, temat często pomijany, a jednak bardzo ważny. Mowa tu oczywiście o pielęgnacji! Jeśli chodzi o pielęgnację mojego ciała to zawsze się muszę do tego zmuszać, natomiast twarz i dłonie często mam aż nadto zadbane i nawilżone. Moja skóra należy do suchej zakrawającej o pustynnie suchą dlatego twarz nawilżam średnio 2-4 razy dziennie. Jeśli chodzi o dłonie to w paru miejscach u mnie w domu leży jakiś krem, który ratuje mnie od suchej skóry. Jeden przy łóżku, drugi na jednym biurku, trzeci na drugim biurku, a czwarty na toaletce - a to dopiero jedno pomieszczenie! Oprócz dłoni pozostają też skórki wokół paznokci, a jako szanująca się pazurkomaniaczka nie ma mowy o tym żeby taką pustynią chwalić się publicznie!

W dzisiejszym poście chciałabym się z Wami podzielić opinią o produktach marki Regenerum, które namiętnie testuję od paru miesięcy i sprawdzam czy faktycznie przynoszą ukojenie mojej suchej skórze...


Co w suchej skórze jest tak denerwującego? Przede wszystkim to uczucie takiej szorstkości, taki okropny papier ścierny na dłoniach... Nawet przy dotykaniu ubrań to czuć, a już nie wspomnę, że malując i zmywając często paznokcie narażamy je na działanie wszelkich wysuszających płynów jak zmywacz czy aceton. Dlatego nawilżenie to rzecz pierwszorzędna jeśli jest się zagorzałą lakieromaniaczką.


Regenerum regeneracyjne serum do rąk
Od producenta:  inten­syw­nie rege­ne­ruje, odży­wia i pie­lę­gnuje suchą, spierzch­niętą skórę dłoni. Dzięki odpo­wied­nio dobra­nej kom­po­zy­cji skład­ni­ków aktyw­nych chroni ją przed nie­ko­rzyst­nym wpły­wem czyn­ni­ków zewnętrz­nych, nawilża i przy­wraca elastyczność.

Specyfiki do pielęgnacji dłoni to coś czego zużywam zdecydowanie najwięcej, a moje dłonie spijają je w ogromnych ilościach. Podobnie jak w kremach do twarzy bardzo dużą uwagę zwracam na konsystencję, która nie chcę żeby była ani super gęsta ani lejąca się. Ma być po prostu w sam raz.

Serum znajduje się w zwykłej, odkręcanej tubce. Ja potrzebowałam dosyć dużą ilość kremu do pokrycia obu dłoni. Bezpośrednio po nałożeniu pozostawia sporą warstwę filmu, ale już po kilku minutach uczucie 'tłustości' maleje wraz z tym jak krem się wchłania w nasze suche dłonie. To czy krem zostawia film i czy to dobrze czy źle to z pewnością kwestia gustu i upodobań. Ja lubię jak czuć na dłoniach tę ochronną warstwę, ale nie lepiący się tłuszcz. Tutaj zdecydowanie jest to w stronę warstwy, która ma chronić naszą skórę więc to bardzo dobrze, że nie jest to przesadzone :) Nie będę tutaj opisywać czy serum wytrzymało kontakt z wodą, bo praktycznie każdy krem częściowo lub całkowicie znika po umyciu rąk. Specyfik nie ma żadnego określonego zapachu, jedynie da się wyczuć taki 'apteczny' aromat.

Z racji tego, że jest to serum to postanowiłam również sprawdzić jak będzie się zachowywał w połączeniu z bawełnianymi rękawiczkami. Na noc aplikowałam sobie dwukrotnie większą dawkę produktu niż podczas dziennego stosowania i zakładałam rękawiczki. Rano budziłam się z nawilżonymi i bardzo gładkimi, delikatnymi dłońmi - uwielbiam to uczucie! ♥ Myślę, że wrócę do tego kosmetyku nie raz zwłaszcza w połączeniu z rękawiczkami (i kolejnym produktem!), bo to z tego efektu byłam najbardziej zadowolona ♥


Regenerum regeneracyjne serum do paznokci
Od producenta: intensywnie pielęgnuje, wzmacnia i chroni płytkę paznokcia oraz otaczający naskórek. Zwiększa poziom nawilżenie oraz działa rozjaśniająco, nadając paznokciom zdrowy i naturalny wygląd.

Stosowałam je zarówno na gołe paznokcie podczas tych chwil kiedy były niepomalowane (a zdarza się to raczej rzadko! ^^) oraz na skórki po wykonaniu manicure u siebie lub u swojej Mamy. Nawet mój chłopak kiedyś użył tego serum na swoje suche skórki ^^ Bardzo podoba mi się tutaj forma w jakiej występuje to serum czyli pędzelek, ale nie w wykręcanej, a w tradycyjnej (naciskanej) tubce. Oszczędza nam to ciągłego kręcenia zwłaszcza przy pierwszym użyciu. Dodatkowo opakowanie jest na tyle małe i wygodne, że zmieści się w każdej kobiecej kosmetyczce.

Serum jest olejkiem dlatego pewnie nie każdej z Was przypadnie do gustu. Ja bardzo długo przekonywałam się do olejków. Nienawidziłam tego tłustego wykończenia i że wszędzie zostawiam tłuste paćki. Jednak po czasie przekonałam się do wszelkich olejków do pielęgnacji skórek wokół paznokci i nauczyłam się z nimi funkcjonować. Przy odpowiedniej ilości produktu i porządnym wmasowaniu go w skórki uzyskujemy efekt niesamowicie nawilżonych, odżywionych skórek, którym daleko do bycia suchymi!

Serum nie ma praktycznie żadnego zapachu. To już kwestia gustu czy to plus czy minus. Ja osobiście lubię jak kosmetyki pachną, ale przede wszystkim mają dobrze działać! Serum łączyłam również z kremem w tej wersji nocnej - efekt genialny! To produkt, do którego z pewnością wrócę i to nie raz! ♥

* produktu raczej nie testowałam pod kątem działania na same paznokcie, ze względu na to, że mam je mocne i nie cierpię ani na kruchość, ani nadmierną łamliwość paznokci.


Regenerum regeneracyjne serum do twarzy
Od producenta: to innowacyjny produkt o szerokim spectrum działania, który silnie odbudowuje, nawilża i odżywia skórę, jednocześnie widocznie ją wygładzając.


Ten kosmetyk ciekawił mnie w sumie najbardziej ze względu na to, że znaleźć dobry krem do rąk czy oliwkę do skórek nie jest wcale aż tak trudno, a moje dłonie chłoną wszystko w każdej ilości. Jeśli jednak chodzi o krem do twarzy to ja zawsze miałam z tym problem. Mam jeden sprawdzony kosmetyk, za który bym się dała pokroić, ale jak tylko trafi mi się okazja to sprawdzam czy jest mi w stanie coś go zastąpić.

Krem jest dostępny w tubce, ale nie jak możemy się spodziewać wyciskanej w tradycyjny sposób, a ze specjalnym dozownikiem "pompką" dzięki której łatwo i przede wszystkim czysto dozujemy produkt. Osobiście na jedno użycie potrzebuję dwóch takich pełnych pompeczek. To co jest najważniejsze dla mnie w kremach do twarzy to efekt nawilżenia i konsystencja. Nie lubię tych ani bardzo gęstych ani lejących się specyfików. Ten niestety swoją konsystencją przechodzi bardziej stronę tych gęstych, co nie do końca mi pasuje, bo rozprowadzanie go na twarzy nie jest takie delikatne tylko trzeba się do tego przyłożyć. Efekt nawilżenia jest jednak trzeba trochę poczekać zanim krem się porządnie wchłonie. To też jest ważne kiedy rano się śpieszymy i zaraz po nałożeniu kremu chcemy przejść do codziennego makijażu. Tutaj przed położeniem czegokolwiek na twarz (o ile w ogóle się malowałam, bo ostatnio robię to bardzo sporadycznie poza rzęsami...) musiałam odczekać dłuższą chwilę. Zazwyczaj nakładałam krem, szłam myć zęby, ubrać się i dopiero zabieram się za makijaż. Na kremie podkład zachowywał się bardzo dobrze, nie rolował się, ani nie ślizgał się po nim. Jednak ze względu na konsystencję i długi czas wchłaniania się oraz lekko tłustą, wyczuwalną warstwę na buzi to po całkowitym wykończeniu opakowania chyba do niego nie wrócę. Szkoda, że konsystencja nie jest mniej gęsta...


Podsumowując... serum do rąk i do paznokci - petardy! To produkty, do których będę używać do końca i na pewno do nich jeszcze kiedyś wrócę. Robią świetną robotę podczas nocnej pielęgnacji w połączeniu z bawełnianymi rękawiczkami. Jeśli chodzi zaś o serum do twarzy to raczej będę go używać sporadycznie kiedy cały dzień zostaję w domu.

Napiszcie koniecznie w komentarzach czy znacie produkty marki Regenerum, czy ich używałyście i co Wy o nich sądzicie. Może macie podobne odczucia do moich, albo zupełnie inne? Podzielcie się również tym jak Wy sobie radzicie z suchą skórą na co dzień!

Ściskam Was mocno!

Cześć Gwiazdeczki,

Dzisiaj mam dla Was zdobienie, które zmalowałam dobre parę miesięcy temu, a dokładnie w marcu. Robiłam je specjalnie na wyjazd na Islandię ♥ Jest z nim związana pewna historia więc zapraszam Was na trochę mojej paplaniny.


Nie trzeba mnie bardzo dobrze znać żeby wiedzieć, że kocham malować paznokcie, uwielbiam neony, zimę i jednorożce. Natomiast zdecydowanie mniej osób wie o mojej miłości do gwiazd... Od zawsze fascynowały mnie gwiazdy i uwielbiałam spoglądać w rozgwieżdżone niebo w nocy. Miliony migoczących punkcików oddalonych o miliony lat świetnych od nas, tworzących niesamowite gwiazdozbiory. Coś pięknego! Nie bez powodu nad moim łóżkiem zawisło kilkadziesiąt świecących w ciemności gwiazdeczek... nawet przeniosłam na swoje niebo dwa ulubione gwiazdozbiory - Oriona i Jednorożca


I pomyśleć, że są obok siebie - czy to przypadek? Nie sądzę! Oprócz spoglądania w niebo wielokrotnie odwiedziłam już Śląskie Planetarium w Chorzowie (kto nie był to koniecznie musi się tam wybrać - to najlepsze planetarium w naszym kraju!) gdzie zaliczam kolejne, rozgwieżdżone seanse ★ Nawet kupiłam sobie obrotową mapę nieba ze świecącymi w ciemności gwiazdozbiorami ♥


Kiedy pierwszy raz usłyszałam o pomyśle lecenia na Islandię to podeszłam do niego dosyć sceptycznie. Wydawało mi się to tak nierealne i nieosiągalne. Kiedy 20 marca wyjazd zbliżał się wielkimi krokami pomyślałam, że będzie to pewnie jedna z najcudowniejszych wypraw w moim życiu. I nie myliłam się! ♥


Ale taka wyprawa zasługiwała na wyjątkowe paznokcie. Dacie wiarę, że nigdy przedtem nie robiłam galaktycznych paznokci? Wstyd się przyznać! Jednak jak już się za to zabrałam to musiały wyjść idealne.


Tak się złożyło, że jako bazę użyłam hybrydy NeoNail o wdzięcznej nazwie Orion (no jakżeby inaczej ★)! Z racji ograniczonej palety kolorów lakierów hybrydowych postanowiłam efekt mgławicy uzyskać przy pomocy zwykłych lakierów. W ruch poszły tutaj:
 ORLY White Out (moja ulubiona biel!)
Colour Alike 495 z kolekcji PZN
★ ZOYA Aurora (cudna nazwa!)
★ ale także pęseta, gąbeczka, cieniutki pędzelek i sonda
Całość utwardziłam dwoma warstwami topu hybrydowego tak, aby mieć pewność, że paznokcie wytrzymają przez cały wyjazd.


A miały co wytrzymywać! Mróz, śnieg, deszcz i ciągłe noszenie rękawiczek, a nawet wyprawę do lodowych jaskiń!


Ktoś z Was może pomyśleć, że to przecież zwykłe galaktyczne paznokcie, nic szczególnego, ale dla mnie miały i dalej mają ogromne znaczenie ♥ Tworzyłam je specjalnie z myślą o tym wyjeździe i o tym, że będę oglądać przepiękne gwiazdy i do tego mam szansę złapać zorzę! ★ I udało się! Dwa razy mieliśmy okazję obserwować przepiękne zjawisko jakim jest zorza polarna - coś niesamowitego, nie do opisania i totalnie nie do zapomnienia! ★

A teraz już Wam nie przynudzam, bo o samej Islandii mogłabym opowiadać godzinami i zapraszam na resztę zdjęć i video tutorial ♥





Brrr! Jaka ta woda była lodowata! :O

Na koniec chciałabym Was również zaprosić do obejrzenia video tutorialu z tymi odjechanymi w kosmos paznokciami! Wpadajcie na kanał, albo kliknijcie w video poniżej ★


Dajcie koniecznie znać w komentarzach czy robiłyście kiedyś takie galaktyczne paznokcie i czy podoba się Wam moja islandzka wersja mgławicy ★

Gwiezdne całusy ♥